Cześć!
W pierwszej części nowego roku postaram się przybliżyć Wam koncepcję psychologicznej elastyczności. Czyli umiejętności, które w świetle wyników setek badań przeprowadzonych na całym świecie, w tym w Polsce, prowadzą do większej satysfakcji z życia i witalności. Umiejętności, których możemy nauczyć się tak, jak gry na gitarze, tańca lub obcego języka. Których możemy nauczyć się wszyscy, bez względu na płeć, wiek, czy poziom wykształcenia. Które możemy regularnie wykorzystywać na co dzień i ćwiczyć. Umiejętności, które są naturalnie przekazywane w niektórych kulturach, lecz niestety dość mocno zapomniane w tej kulturze, w której my się wychowujemy i żyjemy. Zapraszam Cię do krótkiej lektury – zajmie Ci ok. 3 minut.
Dlaczego mogłeś/aś wcześniej nie słyszeć o psychologicznej elastyczności?
Ciekawym jest to, że o takich rzeczach jak psychologiczna elastyczność rzadko wspomina się w internecie i w przestrzeni publicznej. Podczas gdy jednocześnie zalewają nas treści zachwalające kolejne specyfiki lub techniki na poprawę nastroju, redukcję stresu i lęku. Mających prowadzić nas do przeszczęśliwego życia, lecz ich skuteczność niekoniecznie została sprawdzona lub jest mocno ograniczona (nie mam na myśli skuteczności leków stosowanych w uzasadnionych przypadkach i sytuacjach).
Cóż, metody te składają niezwykle atrakcyjną obietnicę: obiecują życie bez (lub niemalże bez) smutku, lęku, wstydu lub innych trudnych emocji. Życie maksymalnie pozbawione nieprzyjemnych uczuć i doznań. Mówią: „Przestań się smucić! Nie musisz się bać!”. Któż zatem nie chciałby ich przynajmniej spróbować! Stąd te pomysły bardzo dobrze się sprzedają. Generują wiele „kliknięć” i „lajków”. Z pewnością dużo lepiej niż pomysł jakiejś tam elastyczności, która na dodatek wymaga ćwiczeń! Po co ćwiczyć, kiedy są metody, które obiecują nawet nie tyle to samo lecz więcej bez wymagających ćwiczeń! Zapominają tylko dodać, jak niewielka jest szansa pokrycia tych obietnic. Niestety dla tych metod i osób z nich korzystających, to obiecane życie nie jest możliwe do osiągnięcia (o czym też niebawem więcej opowiem).
Na szczęście trzeba sobie zapracować
Niestety, na fajne życie trzeba stale pracować, dodatkowo bez pewności, że uda się je takim fajnym uczynić. A praca ta wiedzie nie poprzez pozbycie się lub nawet zmniejszenie tego, co niefajne (mam na myśli trudne myśli, uczucia i doznania), lecz poprzez działanie. Działanie w zgodzie z posiadanymi wartościami. Działanie, które tylko czasem jest proste, a często stanowi wyzwanie. Działanie, które wymaga włożenia wysiłku. Działanie, które wiąże się z dyskomfortem, z odczuwaniem czegoś nieprzyjemnego. Działanie, które rozwija i ma dla nas osobiste znaczenie. To właśnie takiemu działaniu sprzyja ta cała psychologiczna elastyczność. I nie czyni tego poprzez redukcję nieprzyjemnych odczuć lub generowanie przyjemnych emocji. Odczucia, wrażenia i emocje przychodzą i zmieniają się przed, w trakcie i po zakończeniu takiego działania. Zgodnie ze swoją naturą. Zaraz opowiem o tym jeszcze nieco więcej. Czytaj proszę dalej, nie zostało już dużo;)
Kto chciałby musieć pracować na swoje szczęście?
To oczywiście pytanie postawione przeze mnie prowokacyjnie i zawadiacko. Zaskakująco wiele osób ma gotowość do tego, by zmierzyć się ze swoim dyskomfortem w imię realizowania swoich wartości. W imię zrobienia tego, co osobiście bardzo ważne. Współczesny świat, w tym media, bardzo skutecznie sprzedają wygodne dla siebie koncepcje szczęśliwego życia pozbawionego nieprzyjemnych odczuć. Wielu osobom wystarczy jednak tylko przypomnieć, że jak chcą czuć radość, to potrzebują robić to, co sprawia, że czują radość, a nie to, co ma pozbywać smutku. Że lęk lub wstyd zmniejszają się w wyniku konfrontacji z tym, czego się boimy lub wstydzimy, a nie w magiczny sposób przed tą konfrontacją. Że jak chcesz być zadowolony/a z czegoś, to musisz zrobić to, co daje Ci zadowolenie, a nie myśleć i kombinować, jakby tu najpierw poczuć się dobrze. Że jak kogoś kochasz, to boisz się ją/jego stracić. Że jak na czymś Ci zależy, to się tym stresujesz.
Tak, to właśnie wartościowe działanie prowadzi w rezultacie do odczuwania satysfakcji, dumy, radości. A przy okazji zaskakująco często (lecz niestety nie zawsze) zmniejsza odczuwanie tego, co nieprzyjemne (lęku, wstydu, smutku, stresu).
Jaka obietnica stoi za elastycznością psychologiczną?
Jest to realna i naukowo zweryfikowana obietnica. Dlatego nie dotyczy dobrego samopoczucia. Skupienie się tylko na uzyskaniu dobrego samopoczucia ostatecznie prowadzi pogorszenia samopoczucia, ponieważ potrzebujemy skupić się na złym samopoczuciu, aby spróbować się go pozbyć, co nas nadmiernie na nim koncentruje i angażuje w walkę z tym co czujemy. A to jest walka, której nie możemy wygrać ponieważ nie mamy pełnej kontroli nad tym, co myślimy i czujemy. Po prostu mózg funkcjonuje w taki sposób, że nie posiadamy takiej kontroli. Kropka.
Psychologiczna elastyczność gwarantuje Ci wzrost działania w zgodzie ze sobą i w związku z tym większe zadowolenie z życia. A czy w parze z tym działaniem ostatecznie odczujesz mniej tego, co nieprzyjemne? To pokaże Ci życie, kiedy już spróbujesz rozwinąć umiejętności psychologicznej elastyczności i stosować je codziennie podczas różnych czynności. Większość osób naprawdę wykazuje redukcję odczuwanego dyskomfortu i nieprzyjemnych emocji. Ale nie jest to możliwe do uzyskania przez wszystkich i nie przez wszystkich w jednakowym stopniu. Dlaczego? Z wielu różnych powodów, które pewnie znasz i słyszałeś/aś aż do znudzenia: odpowiedzialna może być biologia i wcześniejsze doświadczenia. Niemniej w świetle wyników badań każdy może skorzystać na rozwoju elastyczności psychologicznej.
A więcej o tym, czym jest ta mityczna elastyczność możesz dowiedzieć się już teraz tutaj.